poniedziałek, 7 marca 2016

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :)

Rozdział XI.
 "Don't think about it now"

Zanoszę do jadalni pierwsze danie. Zupa pomidorowa z ryżem, ozdobiona bazylią. Wszyscy życzą sobie "smacznego" i wcinają.
-Mmm, ale pyszne! Przyznać się, kto to robił?-Prycha moja mama i wcina ze smakiem.
~Oczywiście, że ja! -Uśmiecham się dumnie i zjadam całą porcję. Każdemu smakuje i ogromnie mnie to cieszy! Justin wnosi drugie danie, które przygotowaliśmy razem. 
CH: Dzieci, gdzie wyście się nauczyli tak świetnie gotować? Emy, to rozumiem, ale ty Justin?-Kręci głową zszokowany i przez chwilę chce mi się śmiać.
-Gdy ma się taką kuchareczkę u boku, wszystko wyjdzie znakomicie.-Posyła mi zadziorny uśmieszek i puszka oczko. Ja tylko kiwam głową roześmiana i nalewam soku do szklanek.
~Okey, teraz czas na super deser!- Razem z Justinem wstajemy od stołu i idziemy do kuchni po ostatnie danie. Gdy tylko stawiamy je na stół, miny Chrisa i mojej mamy są bezcenne! 
-Wyglądacie jakbyście zobaczyli ducha! Jedźcie i nie zadawajcie pytam.-Śmiejemy się i zaczynamy jeść. Jest naprawdę świetne i muszę przyznać, że Justin dobrze gotuje! Oczywiście pomogłam mu trochę, ale to mniej istotne.

***
Po kolacji zmywam naczynia z moją mamą i rozmawiamy.
-To jak, podobają ci sie wakacje?- Porusza zabawnie brwiami.
~No pewnie! Jeszcze pytasz?-Och, mam nadzieję że w końcu odpocznę... ~Lepszych nie mogłam sobie wyobrazić! Cóż, początek nie był zbyt ciekawy, ale będzie super! Wyluzujemy się na maksa, mamo!
-Się wie, córeczko.- Śmiejemy się, wycieramy dłonie i wchodzimy do salonu. Siadam na fotelu i wyjmuję telefon. Kurcze! Długo nie pisałam z Dove! Odblokowuję ekran i piszę sms do przyjaciółki.

" Hey, mała! Jak wakacje? Długo się nie odzywałaś, martwię się. Odpisz szybciutko. Papa :* "

Mam nadzieję, że wszystko u niej dobrze, to nie w jej stylu. Zawsze pisała prawie codziennie. Nagle przychodzi sms, aż się wzdrygam. Sprawdzam szybko kto napisał, ale na szczęście to moja przyjaciółka.

" Hey, kochanie! Wszystko dobrze, przepraszam że się nie odzywałam, ale miałam dużo spraw do załatwienia, takie tam błahostki. A ty, jak się bawisz? 

Od razu ulga rozpływa się po moim ciele. Ale czyżby Dove miała przede mną jakieś sekrety? Zawsze mówiła mi wszystko, ale jeśli sama nie chce powiedzieć, nie będę jej zmuszać.

" Jak na razie, wszystko OK. Wczoraj wróciłam ze szpitala, ale nie martw się, to tylko udar. Idę na plażę, będę później. Kocham i całuję! "

Teraz się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam, mówiąc Dove o szpitalu. Wiem, że nie potrzebnie będzie się zamartwiać. Kurcze!

" O Jezu, Emy! Mam nadzieję, że nic ci już nie jest! Jasne, leć. Kocham i ślę całuski! "

~Idę na plażę, ma ktoś ochotę iść ze mną?- Zmierzam wzrokiem wszystkich.
J: Em, nie możesz być na słońcu, zapomniałaś?- Unosi jedną brew i już wiem, że mam z głowy plażę!
~Kurde, zapomniałam! Ale pech...-Robię naburmuszoną minę. Miałam taką ochotę pójść, wygrzać się na słońcu!
-Niestety, plaża musi poczekać.-Puszcza oczko i ciśnienie już mi się podnosi!
-Za kilka dni będziesz mogła, skarbie. Jeszcze musisz dojść do siebie.-Och, cała mama!
Wstaję, wchodzę do pokoju i kładę się na łóżku. Mam dość, kilka dni mam siedzieć w chatce, a na dworze jest tak gorąco?! Słyszę pukanie do drzwi i od razu mówię "Proszę". Do pokoju wchodzi Justin. Siadam na łóżku, a on zaraz obok mnie.
J: Chcesz jechać na wycieczkę?- Podnoszę brew, marszczę nos i jestem ciekawa co wymyślił ten geniusz! -Masz 10 minut. Czekam w salonie. -Opuszcza pokój, a ja nieco zdezorientowana biorę ubrania z szafki, wchodzę do łazienki, poprawiam makijaż, czeszę włosy i przebieram się.
Wychodzę z pokoju i razem z Justinem idziemy na parking. Och, będziemy jechać motorem?! Nic nie mówię, tylko z pomocą Justina, wsiadam na motor. Ruszamy z piskiem opon, tulę się do szatyna i po około piętnastu minutach, jesteśmy na miejscu. Zsiadamy i gdy tylko rozglądam się dookoła, dech zapiera mi w piersiach!
-I jak, podoba się?- Uśmiecha się czule, a ja nie umiem wydukać z siebie ani jednej literki!
~Tu jest pięknie!- Staję na krawędzi i podziwiam widoki. Justin staje zaraz za mną, kładzie głowę na moim ramieniu i jest zdumiona tym wszystkim! Obracam się w jego stronę.  ~Powiedzieć ci coś?- Kiwa głową na znak "tak". ~Ale najpierw musisz mnie złapać!- Krzyczę i zaczynam uciekać
-Och, serio Em?- Prycha i widzę, że zaczyna biec w moją stronę. Uciekam ile sił w nogach, ale to na nic. Już czuję jego dłonie na moich biodrach, nogi mi się plączą i upadam na trawę, a Justin razem ze mną. Podpiera się dłońmi nad moją głową i styka swoim ciałem o moje. Spoglądamy sobie w oczy.
Jego są mocno czekoladowe i błyszczą się w ciemności. No w sumie, jest prawie noc! Nasze twarzy dzielą zaledwie cztery centymetry. 

***Oczami Justina***
Nie wiem co się ze mną dzieje. Do dzisiaj, traktowałem Emy jak przyjaciółkę, siostrę. A teraz? Nie mogę się od niej odkleić, spuścić z niej wzroku. Umysł nie myśli, ale ciało robi. Nachylam się bliżej i nasze usta stykają się czubkami. Emy świdruje wzrokiem raz moje oczy, raz usta. Zamykam oczy i nasze usta łączą się jak puzzle. Są idealnie dopasowane. Muskam kilka razy jej wargi swoimi. Ona jednak nie wykonuje żadnego ruchu. Wiem, że toczy walkę ze swoimi myślami. Ja w tym momencie całkowicie wyłączam mózg i racjonalne myślenie. Odklejam się leciutko i szepczę jej prosto w usta... -Nie myśl teraz o tym.-Dziewczyna zamyka oczy, chwyta dłonią moją szyję, niepewnie się przybliża i wpija we mnie. Delikatnie przesuwam językiem po jej dolnej wardze i niemal od razu wpuszcza mnie do środka. Pieszczę delikatnie, zmysłowo jej język i podniebienie. Czuję, że jest jej równie dobrze, co mnie. Kilka minut później rozłączamy nasze usta, wstajemy i podziwiamy w ciszy piękne widoki. Około dwudziestej pierwszej zbieramy się. Parkuję na małym parkingu, idziemy przez plażę, przechodzimy przez dużą kładkę i jesteśmy w domku. Wymieniamy się uśmiechami i idziemy do swoich pokoi.

***Oczami Emy***
Rozbieram się, biorę do rąk czystą piżamę i bieliznę i idę pod prysznic. Nakierowuję na siebie ciepłe strumienie wody i opieram czoło o kafelkową ścianę. Boże! Co to było? Już nie wiem co mam myśleć, naprawdę. Kim on do cholery jest dla mnie? Zachowujemy się jak para, a jesteśmy...przyjaciółmi, rodzeństwem? Ale to wszystko pokręcone! Myję włosy szamponem rumiankowym, a ciało żelem owocowym i spłukuję pianę. Wychodzę na miękki dywan i wycieram puchatym ręcznikiem, całe ciało. Ubieram bieliznę, piżamę i kładę się spać.

Dziś wstaję bardzo wypoczęta i w świetnym humorze. Przebieram się, robię delikatny makijaż, rozczesuję włosy i wychodzę z pokoju. Wchodzę do kuchni, w której wszyscy przebywają i uśmiecham się do każdego. Wszystkich całuję w policzek i siadam na drewnianym krzesełku. Niespodziewanie Justin stawia przede mną talerz z naleśnikami. Mmm, z bitą śmietaną i nutellą! 
-Smacznego.-Puszcza oczko i dokańcza swoją porcję. Robię pierwszy kęs i aż zamykam oczy.
~Rany! To jest świetne! Sam robiłeś?- Pytam i widzę wielkiego "banana" na jego twarzy.
-Tak, fajnie że ci smakuje.-Porusza zabawnie brwiami i nic już więcej nie mówimy. Moja mama pije kawę i czyta gazetę, natomiast Chris szpera coś w telefonie. Kończę jeść, dziękuję Justinowi i wkładam talerz do umywalki. Kładę się na leżaku, zakładam na nos okulary słoneczne i słyszę dźwięk przychodzącego sms'a. Od razu wyciągam smartfona z kiszeni spodenek i odblokowuję ekran.

"Cześć, Emy. Tu Sophie. Nie byłam zbyt przekonana do tego, by do ciebie pisać, ale ryzykuję. Mam nadzieję, że nie zawracam ci głowy. Kiedy wracasz do domu, jeśli mogę wiedzieć?"

Och, to Sophie! A miałam wątpliwości, że kiedykolwiek napisze. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że gdy wyjadę, będziemy miały kontakt. To naprawdę świetna dziewczyna.

"Hey Sophie! Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę, że napisałaś! Oczywiście, że mi nie zawracasz głowy, nawet nie wygaduj takich głupot! Jestem tutaj dopiero tydzień, a mam być z miesiąc. Mam nadzieję, że się niedługo spotkamy? :) "

Sophie: Bardzo bym chciała, ale nie mogę wychodzić ze szpitala. A posiedzę tutaj dość długo. Może ty mnie odwiedzisz? Za szpitalem jest mały ogródek dla pacjentów, jedyne miejsce gdzie mogę powdychać świeże powietrze... Muszę iść, mam badania. Jeśli chcesz, przyjdź do tego ogrodu dziś o piętnastej. Do zobaczenia. 


***40 minut później***
Wychodzę z domu, pod pretekstem pójścia na spacer i wsiadam do taksówki. Droga mija z 20 minut. Płacę taksówkarzowi i staję pod szpitalem. To niesamowite, jak bardzo to miejsce jest INNE. Niedaleko piękna wyspa, plaża, a ten szpital? Wygląda jakby nie był remontowany od dobrych 15 lat. Wzruszam ramionami i wchodzę. Pytam przechodzącą pielęgniarkę o drogę na ogród i idę dalej.
~Cześć, Sophie!- Krzyczę radośnie i przytulam ją do siebie.
-Witaj, Emy. Miło cię widzieć.-Odpowiada swoim -jak zwykle- smutnym głosikiem, ale wiem że jest ze mną szczera. Siadamy na huśtawce i bujamy się, wprowadzając huśtawkę w rytm wiatru. Rozmawiamy o wszystkim, co przyjdzie nam do głowy i śmiejemy się wesoło. Jak dobrze móc porozmawiać z dziewczyną w moim wieku. 
Spędzamy razem miłe południe i wracam taksówką do domku, po drodze wstępując do kawiarenki po 4 shake'i. 
-Już jestem! Przyniosłam coś na ochłodę.-Krzyczę wesoło i rozdaję każdemu zimny napój.
J: Mmm, czekoladowy. Skąd wiedziałaś?- Justin bierze łyka napoju i przymyka oczy. Chyba mu smakuje!
~Zgadywałam. Smakuje?- Siadam na sofie i przełączam kanały w TV.
-Są pyszne!- Wszyscy odpowiadają chorem, na co wybuchamy śmiechem. Coś czuję, że ten będzie leniwy-co mi odpowiada.




                                            ************************
Cześć kochani! Na wstępie, chciałam was bardzo mocno przeprosić, za tak długą przerwę. 
Przez te 2 (?) miesiące nie miałam kompletnie weny i nie chciałam dodawać czegoś, co będzie kompletną kichą! Mam nadzieję, że rozdział nie jest taki zły. ;D
Kolejny postaram się dodać o wiele, wiele wcześniej od tego. 
PRZYPOMINAM, ŻE W ZAKŁADKACH ZNAJDZIECIE WSZYSTKO, CO POTRZEBUJECIE. 
-Bohaterowie
-Kontakt
-Zwiastun
-Rozdziały
Do następego! Buziaaaam! ;*
           "Sabinkaa"


środa, 20 stycznia 2016

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :)

Rozdział X.
"Hug me. Don't be afraid."

Budzę się i ziewam przeciągle. Siadam na łóżku i widzę jak do sali wchodzi Justin ze śniadaniem. Jak dobrze! Podchodzi do mnie, całuje w policzek i siada na moim łóżku.
-Jak się czujesz, wyspałaś się? -Och! Jaki troskliwy!
~Dobrze, dziękuję. A ty jak się czujesz? Wyspałeś się na tym ciasnym łóżku? -Prycham cichutko i biorę od niego kawę.
-O dziwo, tak! Dobrze mi się spało i dziwię się, że nie wykopałaś mnie na ziemię.-Śmieje się i pociąga łyk kawy, z papierowego kubeczka.
~Ej! Nawet jeśli bym chciała, nie dałabym rady.-Wystawiam mu język i zaczynam jeść kanapkę.
-Racja, jesteś zbyt drobniutka.-Wiem, nigdy mu nie dorównam! -Zaraz powinien być lekarz z wynikami, rozmawiałem z nim wcześniej. -Jak na zawołanie, na salę wchodzi lekarz.
D: Och, nie chciałem przeszkadzać. Smacznego. -Uśmiecha się przyjaźnie i zamyka  za sobą drzwi.
~Ależ nie przeszkadza pan, panie doktorze. Może poczęstuje się pan? -Uśmiecham się.
D: Bardzo dziękuję, ale już powoli nie mieszczę się w fartuch.-Śmiejemy się i naprawdę miły z niego człowiek. A na początku myślałam, że trafił mi się sztywniak.-Dobrze, przejdźmy może do tematu.-Poprawia okulary na nosie i podchodzi do łóżka.-Szczerze mówiąc, badania nie wyszły w stu procentach dobrze. Jesteś jeszcze odrobinę osłabiona, twój organizm również. Będziesz musiała jeszcze zostać na obserwacji.-Tylko nie to!
~Panie doktorze, ale czy to konieczne? Równie dobrze mogłabym odpocząć w domu. Czuję się dobrze i obiecuję, że będę dbać o siebie i odpoczywać.-Lekarz wzdycha i chyba nie wie co ma zrobić. Myśli chwilę i w końcu mówi..
D: Jeśli tak bardzo ci na tym zależy..Ale poczekajmy do wieczora. Pielęgniarka powinna przyjść niedługo, zabrać cię na kolejne badania. Sprawdzę co u ciebie na wieczór, a tymczasem odpoczywaj i staraj się nie wstawać z łóżka, to dla twojego dobra.-Nieco poważnieje, kiwam głową na znak, iż rozumiem i wychodzi z sali. Odkładam folię z kanapek i kubeczek na stolik obok i kładę się. Myślę, jak wygonić na jakiś czas Justina. Chcę iść pospacerować trochę, poszłabym odwiedzić Sophie..ale wiem, że on mi nie pozwoli.
Niedługo później biorą mnie na jakieś badania, które trwają niecałą godzinę. Wracamy na salę, gdzie czeka szatyn.
~Justin-Zaczynam cicho i chrząkam, by pozbyć się guli w moim gardle. ~Bo wiesz, nie mam czystych ubrań i kosmetyczki. Mógłbyś mi przywieść? -Kurde, mam nadzieję, że się zgodzi!
Wpatruje się we mnie i widzę, że w środku toczy walkę za i przeciw. Wzdycha ciężko i odzywa się.
-A potrzebujesz tego teraz? Nie chcę zostawiać cię tutaj sam, Em.-Mówi cicho, aż za cicho..Dziwne.
~Justin, na korytarzu jest moja mama i twój tata. Nie będę sama. Proszę cię, jedź, odpocznij, zjedz coś jeszcze i dopiero wtedy przyjedź. Naprawdę nie musisz tego dla mnie robić. Jestem dużą dziewczynką i dam sobie radę. Jestem ci ogromnie wdzięczna za troskę, ale naprawdę dam sobie radę. -Chłopak przez chwilę wpatruje się we mnie i przeciera twarz dłońmi.
-No dobra mała, skoro tak ci na tym zależy. Ale jadę tylko po twoje rzeczy, wezmę prysznic i jestem z powrotem, jasne? Masz nie wstawać z łóżka i odpoczywać. Góra dwie godziny i jestem. Trzymaj się, niedługo wrócę.-Przytulam go lekko i szepczę do ucha "dziękuję", na co widzę, że chłopak kręci głową na znak "o boże, mała". Ale uśmiecha się do mnie i wychodzi.
Wreszcie zostaję sama, jak dobrze! Leżę i upajam się błogą ciszą. Jednak nie na długo..Do sali wchodzi moja mama i Chris. No to teraz się zacznie..
-Kochanie, jak się czujesz? Boli cię coś? Może zawołam pielęgniarkę, by przyniosła jakieś leki przeciwbólowe? -Gada jak opętana i chce mi się z niej śmiać.
~Mamo, uspokój się. Czuję się dobrze. Lekarz mówił o wynikach badań i muszę jeszcze zostać na obserwacji, może na wieczór mnie wypisze. A teraz mam odpoczywać.-Wzdycham i mam nadzieję, że niebawem wypiszą mnie do domu. Nie chcę spędzić całych wakacji leżąc w łóżku szpitalnym!
-No dobrze, w takim razie zostawię cię, prześpij się i po odpoczywaj. Będziemy na korytarzu.-Uff, wreszcie spokój!- A, jeszcze coś, widziałaś może Justina?
~Pojechał do domu, wziąść prysznic i ubrania dla mnie. Powinien wrócić niedługo, więc możecie jechać do domu. I tak nie ma sensu byście tutaj siedzieli, skoro będę leżeć cały dzień, a wy spędzicie na stołkach kilka godzin. Pojedźcie do domu, w razie czego zadzwonię do was.-Naprawdę chcę, by już jechali. Muszę odpocząć i bez sensu, by było gdyby spędzili tutaj cały dzień.
-No dobrze, skoro tak chcesz. Gdyby coś się działo, dzwoń od razu. Do zobaczenia skarbie, kocham cię.-Przytula się do mnie.
~Ja ciebie też mamuś.
CH: Potrzebujesz czegoś? Może jesteś głodna? Mów śmiało, a załatwię ci co chcesz.-Promienieje z każdą chwilą. Chris to naprawdę świetny facet. Widzę, że mama jest z nim szczęśliwa i dla mnie jest bardzo miły.
~Dziękuję Chris, Justin się o wszystko postarał, nic mi nie brakuje.-Żegnamy się wymianą spojrzeń i uśmiechem i zostaję sama. 

Leżę od dobrych trzydziestu minut. Justina jeszcze nie ma, więc mam okazję się przejść. Cichutkim, tanecznym krokiem wychodzę z sali i idę długim korytarzem. Staję przed salą "205". Pukam i niemal od razu słyszę ciche "proszę". Wchodzę i widzę zwiniętą w kulkę brunetkę. 
~Cześć, nie przeszkadzam? -Pytam niepewnie i podchodzę bliżej.
-N-nie, nie przeszkadzasz -Jąka się. -Siadaj. -Wykonuję polecenie i siadam obok dziewczyny.
~Może opowiesz mi o sobie? Wczoraj nie mieliśmy za bardzo okazji, by porozmawiać -Uśmiecham się, a ona przytakuje głową.
-Mam na imię Sophie. Mam 17 lat. Chyba tak jak ty, mam rację? -Kiwam twierdząco głową. -Moi rodzice nie żyją, jestem jedynaczką. Mieszkam niedaleko. -Mówi bardzo cicho i psychologiem nie trzeba być, by stwierdzić że Sophie jest bardzo smutna i niechętnie mówi o sobie. -No dobrze, chyba wystarczająco o mnie wiesz, teraz twoja kolej.
~Mam na imię Emy. Jak wcześniej wspomniałaś, mam 17 lat. Przyjechałam tutaj na wakacje z mamą, jej nowym facetem i jego synem. Mam starszą siostrę. Mój tata nie żyje.-Kończę i podnoszę wzrok. Sophie siedzi przygaszona, jakby nad czym ostro rozmyślała. ~Wszystko dobrze?
-Tak, przepraszam..Często się tak zawieszam.-Serio?! Witaj w klubie!
~Nie przejmuj się, też tak mam.-Puszczam jej oczko, by trochę rozluźnić atmosferę.
-Jak było wczoraj z bratem? Miałaś ochrzan? -Prycha cicho i nareszcie się uśmiecha!
~Niestety, nigdzie nie puszcza mnie samej, jest strasznie troskliwy! Ale tak właściwie to nie jest mój brat, to syn faceta mojej mamy.-Posyłam niepewny uśmiech i widzę, że ona odpowiadam tym samym gestem. 
-Nie przejmuj się, przejdzie mu.-Puszcza mi oczko.
~Myślisz? -Och, byłoby świetnie!
-Ja to wiem Emy, to początki. A jak dogadujesz się z nimi?
~Nasze stosunki mogę uznać za bardzo dobre. Jego ojciec rówież jest bardzo miły, przyjazny.-Bardzo mnie to cieszy. Szczerze mówiąc na początku miałam obawy co do nowego związku mojej mamy, ale najwidoczniej niepotrzebnie!
I tak rozmawiamy prawie godzinę. Jest bardzo miło i sympatycznie. Sophie jest przemiłą osobą, tylko na początku jest nieco nieśmiała i by otworzyć się przed kimś, musi mu zaufać i poznać bliżej. Cieszę się, że jestem tą osobą. Sophie nie wygląda na nastolatkę tryskającą radością, więc cieszy mnie, iż tak szczerze mogłam z nią porozmawiać. Prawie w ogóle się nie znamy, a tak szybko ją polubiłam. Udziela mi kilka rad, z czego niezmiernie się cieszę! Niechętnie mówi o sobie, dlatego też nie naciskałam. Jest godzina czternasta. Niestety, naszą pogawędkę przerywa dzwonek przychodzącego sms-a. Otwieram skrzynkę odbiorczą i czytam.

Justin: Jestem pod szpitalem. Za 2 minuty będę. Mam nadzieję, że leżysz grzecznie w łóżku. :)

Sophie widząc moją skwaszoną minę, od razu domyśla się o co chodzi..
-Niech zgadnę.."Brat"? -Spytała robiąc cudzysłowie w ostatnim wyrazie.
~Niestety, zdołałam się go pozbyć jedynie na dwie godziny. Muszę wracać, jeśli nie chcę słuchać kazania, że nie mogę wstawać z łóżka i mam odpoczywać.-Przewracam oczami i obie zaczynamy się się śmiać. Tuląc się na pożegananie, dyskretnie chowam karteczkę z moim numerem telefonu do jej szafeczki i wychodzę. Biegnę na palcach do mojego pokoju i po otwarciu drzwi oddycham z ulga! Wskakuję szybko do łóżka i dosłownie kilka sekund później widzę Justina, wchodzącego do mojego pokoju. Ale miałam farta!
-Byłaś grzeczna? -Porusza zabawnie brwiami i podaje mi reklamóweczkę z czystymi ubraniami i kosmetyczką.
~Oczywiście! Dziękuję za rzeczy.-Puszczam mu oczko i wstaję z łóżka. ~Idę się przebrać.
-Ok, zaprowadzę cię.-Przewracam teatralnie oczami i nie odzywam się słowem, bo wiem że nie zmieni zdania. W łazience przebieram się szybciutko, nakładam na twarz make-up, czeszę włosy i spryskuję się kwiatowym perfumem. 
-Ślicznie wyglądasz, mała.-Oblizuje usta i puszcza oczko. Tak, zdecydowanie podoba mu się! Swoim zachowaniem zdradza wszystko!
~Dziękuję.-Uśmiecham się i wchodzimy do sali, w której czeka lekarz. ~Och, dzień dobry panie doktorze. Co pana sprowadza o tej godzinie? -Czyżby wyniki?? Mam nadzieję, że są dobre!
D: Dzień dobry panienko.-Śmieje się cicho. -Mam wyniki badań. Jak się czujesz?
~Bardzo dobrze, panie doktorze. Czuję się jak nowa. Kroplówka i proszki bardzo pomogły! -Szczerzę się jak wariatka.
D: W takim razie możesz wracać do domu. Wyniki dobrze wyszły, więc nie ma co cię tutaj trzymać.-Och, naprawdę?! Jak dobrze!
~Naprawdę? Ale się cieszę! Dziękuję za wszystko, panie doktorze. I mam nadzieję, że nie do zobaczenia w tym miejscu.-Śmiejemy się.
D: Taka moja praca, też mam nadzieję że więcej nie będziemy musieli się tutaj spotkać. Przynajmniej nie w takich okolicznościach.
Żegnamy się z doktorem i pakujemy moje rzeczy. Niecałe dziesięć minut później jesteśmy gotowi i opuszczamy to miejsce. Wychodzimy przez duże, szare (podwójne) drzwi. Staję przed szpitalem i aż mnie zatyka. To w ogóle nie to miejsce! Jak to możliwe?! W wewnątrz szpital wydaje się normalny, jak to szpital. Ale z zewnątrz..budynek wygląda bardzo dziwnie. Budynek jest cały szary z zewnątrz, ściany lekko obdarte i zasypane. Wygląda jakby stał tutaj bardzo długo! Naprawdę nie tego się spodziewałam. Potrząsam głową, by więcej nie myśleć o tym miejscu i odwracam sie w stronę Justina. Stoi, cały czas przyglądając mi się i stojąc przy..MOTORZE??! 
~C-co ty robisz na motorze?! Nie wsiądę na niego! Nie ma mowy! -Od razu atakuję go. Ale naprawdę boję się jeździć na motorach i nie chcę tego robić. 
-Spokojnie, nic ci się nie stanie.-Podchodzi do mnie i łapie dłońmi za policzki. -Jesteś ze mną bezpieczna, tak? -Wpatruje się w moje oczy i po chwili kiwam twierdząco głową. Justin pomaga mi wsiąść na motor, zakłada kask i sam siada z przodu. -Przytul się, a nie będziesz się bała.
Robię to, co mówi i ruszamy z piskiem opon. Justin jedzie bardzo szybko, wystraszona mocniej zaciskam ręce, owinięte wokół jego bioder i  zamykam oczy. -Spokojnie, za niedługo będziemy.
I faktycznie, niedługo po tym jesteśmy na miejscu. Justin parkuje na niedużym parkingu i zsiadamy z motoru. -Trzymaj moją czapkę, nie możesz chodzić na słońcu przez jakiś czas.-Zakłada mi na głowę swoją czapkę z daszkiem i ruszamy w kierunku plaży. Przechodzi przez tratwę i ukazuje się nam nasz domek. Tak za nim tęskniłam!
~Czeeść, wróciliśmy.-Krzyczę, ale w domku cisza. Rozglądam się wszędzie, ale nie ma żywej duszy. Pewnie gdzieś pojechali. Wyciągam smartfona z torebki i piszę sms'a do mamy.

Jesteśmy już w domku. Czekamy na was. Kocham cię.

Po chwili dostaję sms'a od mamy..

Za 15 minut będziemy. Ja ciebie też kocham, córeczko. Do zobaczenia niebawem.

-Chcesz coś zjeść, napić się, spać??-Zasypuje mnie pytaniami, a ja kiwam głową.
~Jestem trochę zmęczona.-Patrzę na telefon i na wyświetlaczu jest godzina prawie siedemnasta. ~Za niedługo wrócą rodzice. Przywitam się i i pójdę spać.

I tak też było. Przywitałam się z rodzicielką oraz Chrisem i po prysznicu, położyłam się spać.

***
Wstaję i patrzę na zegarek, który wskazuje godzinę jedenastą. Wow, aż tyle spałam? Idę do łazienki, biorę szybki, poranny, orzeźwiający prysznic i przebieram się. Układam włosy oraz twarz do porządku i wychodzę. Idę do kuchni, w której przebywają moja mama i Chris.
~Dzień Dobry.-Mówię wesoło, dzisiaj mam wyjątkowo, dobre samopoczucie.
-Witaj skarbie.-Tulę się do mamy.
CH: Witam śpiącą królewnę, jak się spało? -Och, jaki uprzejmy!
~Bardzo dobrze, dziękuję. Gdzie Justin? -Czyżby mi uciekł?! Śmieję się w myślach.
CH: Rozmawia przez telefon na tarasie.- Puszcza mi oczko i udaję się w wyznaczone miejsce.
Staję niedaleko od szatyna, lecz ten nie widzi mnie, ponieważ stoi tyłem do mnie. 
-Kurwa, stary, jestem na wakacjach..tak?! Nie będę stąd ot tak wyjeżdżać, bo ten gość sobie tego zażyczył! Dobra, przemyślę to. Jak to co z Cassie?! Proszę cię, nie drąż tematu! Muszę kończyć. Na razie. -Kończy a ja udaję, że właśnie wchodzę. Jestem ciekawa o co chodzi Justinowi mówiąc "Jak to co z Cassie?!" i "Nie będę stąd ot tak wyjeżdżać, bo ten gość sobie tego zażyczył!". Nie chcę, by domyślił się, iż podsłuchałam jego rozmowę, dlatego nic nie wspominam.
-Cześć mała, jak samopoczucie? -Przytula mnie soczyście.
~Bardzo dobrze, dziękuję. A twoje? -Pytam i już znam odpowiedź.
-Mogło być lepiej.-Wzdycha. I zastanawiam się czy spytać go o co chodzi. A co jeśli się zezłości?
~Coś się stało? -Pytam niepewnie, gryząc przy tym wargę.
-Nie, wszystko Ok. Pamiętasz, mieliśmy zrobić obiad ostatnio..? Może zabawimy się w kucharzy dzisiaj? -Porusza zabawnie brwiami i już podoba mi sie ten pomysł.
~Pewnie! -Odpowiadam bez zastanowienia.

Wyciągam z szafki moje ulubione, cynamonowe płatki oraz mleko z lodówki. Robię sobię śniadanie i wcianam. Jest godzina dwunasta trzydzieści. Razem z Justinem umawiamy się kto robi jakie dania i sporządzamy listę potrzebnych składników. Sprawdzamy czy wszystko jest i zabieramy się do roboty..




                         ******************************
No hey hey!! Jak podoba wam się kolejny rozdział? Tym razem dodałam
szybciej niż zawsze, dlatego następny również postaram się tak dodać.
 Wszystkie potrzebne informacje, kontakt itp. znajdziecie w zakładkach. Do zobaczenia!
                          CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
                                   "Sabinkaa"

Not knowing is worse than truth | Trailer

sobota, 16 stycznia 2016

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :)

Rozdział IX
"I'm Sophie"

***Oczami Justina***
-Jak się czujesz?- Pytam i chowam jej dłoń w swoją.
~Już lepiej.-  Uśmiecha się delikatnie.
-A tak w ogóle, co się dokładnie stało? Gdy przyszedłem do domu i zobaczyłem cię na ziemi..serce mi stanęło.- Drugą ręką przejeżdżam po czole i włosach. -Tak strasznie się o ciebie bałem!- Mówię głośno, a dziewczyna aż się wzdryga. -Przepraszam, mała.
~Strasznie bolała mnie rano głowa. Chciałam pójść po tabletkę i zasłabłam.- Mówi i w jej głosie dostrzegam dziwny rodzaj bólu i niepewności. Jestem wściekły na siebie, że nie zostałem z nią wtedy w domu. ~Dzwoniłam do ciebie, ale nie odbierałeś.- Cholera! Jakim cudem, przecież miałem cały czas włączony głos!
Szybko wstaję z krzesła i sięgam do kieszeni dżinsów po iphona. 2 nieodebrane połączenia.
-Kurwa!- Rzucam smartfona na szafkę, obok łóżka Em i chodzę jak opętany po całym pokoju. Po chwili jednak próbuję się opanować i siadam z powrotem na krześle. Opieram łokcie o kolana i przecieram dłońmi twarz. -To moja wina..Dlaczego ja muszę być tak cholernie głupi?!-Podnoszę głos i wymachuję rękami.
~Justin- Zaczyna i spogląda na mnie niepewnie. ~To nie twoja wina, nie mogłeś tego przewidzieć. Jest dobrze.-Posyła lekki uśmiech. Jak ona teraz może się uśmiechać?! W takiej chwili?? Czasami naprawdę jej nie rozumiem. Już chcę mówić, ale na salę wpada Jessie i mój tata, a zaraz za nimi lekarz, z którym rozmawiałem jakiś czas temu.
D: Mamy wyniki badań. Morfologia jest w porządku, ciśnienie i tętno serca również, nie ma żadnych wewnętrznych zaniepokojeń.- Lekarz wpatruje się w zdjęcia oraz wyniki badań, wydrukowane na białym papierze. Nagle jego wzrok zmienia się..Marszczy brwi i spogląda z zainteresowaniem na czarny wydruk. -Lecz tak jak podejrzewałem, najprawdopodobniej jest to udar słoneczny.
J: Udar słoneczny?? Ale jak to panie doktorze, Emy spędziła na słońcu tylko kilka godzin. To wystarczyło?- Widzę szok wymalowany na twarzy Jessie, chociaż sam nie wyglądam lepiej. Mam nadzieję, że z Em będzie wszystko w porządku.
D: Tak, tyle wystarczyło, by komórki mózgowe przestały odpowiednio pracować i wywołać udar. Zrobimy jeszcze jedno badanie, na które potrzebujemy podpisu pacjentki, jeśli jest pełnoletnia. Jeśli nie, to zgodę opiekuna prawnego.- Spogląda wyczekująco na rodziców i czeka.
-Oczywiście, podpiszę co trzeba.- Jessie wychodzi razem z lekarzem z sali, a ja zostaję sam z Em i moim tatą.
CH: Jak się czujesz?- Podchodzi do jej łóżka i uśmiecha się czule,
~Już dobrze, nic mnie nie boli.- Mówi cichutko i aż robi mi się jej żal. Podchodzę i siadam obok niej, na łóżku.
-Będzie dobrze, nie martw się, mała.- Głaszczę ją po policzku i nie zwracam nawet najmniejszej uwagi na mojego tatę. Wiem, że może odebrać to nieco inaczej, lecz ja wiem co robię i wcale nie zamierzam się kontrolować. Em jest taką małą kruszynką, nie wiem czemu, ale czuję się odpowiedzialny za nią. Chcę by była szczęśliwa i bezpieczna. Muszę ją chronić i dbać o nią, by nie działa jej się najmniejsza krzywda.

***Oczami Emy***
Oddaję się pieszczocie i lekko przymykam oczy. Czuję ciepło na policzku i rozluźniam się. Gdy otwieram oczy, widzę uśmiechniętą twarz Justina, wpatrującą się we mnie. Przysuwam się bliżej szatyna, zakładam ręce na jego szyi i wtulam się w niego. Zaciągam się zapachem jego perfum i chowam twarz w zagłębieniu jego szyi. Chłopak obejmuje mnie w talii i twarz zatopioną ma w moich czarnych włosach.

Do sali wchodzi pielęgniarka, wraz z moją mamą. Pielęgniarka zabiera mnie na badania. Po niecałych dwudziestu minutach wracamy na salę, w którym czekają wszyscy, łącznie z lekarzem.

~A więc..Kiedy mogę wyjść, panie doktorze?- Tak bardzo chcę być już w domu!
D: Myślę, że jutro będę mógł cię wypisać. Ale pod warunkiem, że będziesz czuła się dobrze i wyniki będą w porządku.-Mierzy mnie spojrzeniem i po chwili uśmiecha się.
~Oczywiście, dziękuję.-Ale ulga!
W sali zostaję tylko ja, nie mam pojęcia gdzie wszyscy się podziali. Nawet Justin. No cóż, podchodzę do dużego okna i siadam na parapecie. Wpatruję się w widoki przede mną i rozmyślam. Jak będzie wyglądała moja przyszłość? Czy związek mojej mamy to coś poważnego? Co jeśli im nie wyjdzie i rozstaną się..Nie będę  już widywać Justina? Cholernie źle się czuję z tą myślą. Bardzo przywiązałam się do szatyna i nie chcę, byśmy stracili kontakt i tak dobre relacje. Co ja w ogóle do niego czuję? Nie wiem, naprawdę nie wiem i mam nadzieję, że kiedyś się dowiem. Tyle pytań, a zero odpowiedzi.
Moje myśli zatrzymują się pod dotykiem ciepłych dłoni na moim zgiętym kolanie. Odchylam głowę w prawo i widzę Justina. Uśmiecha się do mnie czule i widzę przebłysk smutku w jego oczach. Nie wiem dlaczego się tak o mnie martwi. Może po prostu traktuje mnie jak młodszą siostrę..albo też nie jest pewny swoich uczuć? Pewnie jest równie zmieszany całą tą sytuacją i nie wie jak w stosunku do mnie ma się zachować? Oboje nie zbyt umiemy zachować zimnej krwi w takich okolicznościach, lecz z czasem będzie lepiej. Postaram się o to. Nie mogę pozwolić, by nasze relacje przekroczyły granicę.
J: Zjesz coś?- Och! Przyniósł mi kawę i kanapki. Dopiero teraz, gdy spoglądam na to, czuję jak mój brzuch zaciska się z głodu. Biorę do rąk późne śniadanie i siadam na łóżku. Jem i nie odzywam się ani słowem. Justin wpatruje się we mnie podczas posiłku, co mnie nieco krępuje, lecz nie zwracam na to uwagi. Kończę i odkładam pusty, papierowy kubek i folię z kanapek na stolik.
~Dziękuję.- Wyjąkuję ten wyraz z wielkim trudem, ponieważ czuję w moim gardle ogromną gulę. Muszę odpocząć i odstresować, lecz nie udaje mi się to, gdy na każdym kroku jest przy mnie szatyn. Owszem, jest mi z nim dobrze u boku. Jest zabawny, potrafi poprawić mi humor i zwyczajnie dobrze się czuję przy nim, w każdej sytuacji przy nim zadręczają mnie od jakiegoś czasu pytania. Pytania, które nie dają mi w nocy spać i które błąkają się w moich myślach w ciągu dnia. Pytania, na które nie wiem czy kiedykolwiek znajdę odpowiedź. "Co się dzieje między mną, a Justinem?", "Kim dla siebie jesteśmy?".
J:Mała, odcięłaś się. Coś się stało?- Tak, stało się!
~Wszystko dobrze..Muszę trochę odpocząć, Jedź do domu, prześpij się i rano dam ci znać czy wychodzę.- Mówię prawie szeptem. W tym momencie czuję się dziwnie, nieswojo. Mam nadzieję, ze da za wygraną i pojedzie do domu.
J:Chyba żartujesz, mała. Nigdzie się stąd nie ruszam. Będę przy tobie.-Oj! Skąd taki przepływ emocji??-Nie zostawię cię tutaj samej.-Mówi i aż robi mi sie cieplej.
~Justin..Proszę- Coś czuję, że go nie przekonam.
J:Em, powiedziałem, że zostaję tu i koniec tematu! Prześpij się, jakby co wołaj, jestem na wyciągnięcie ręki.- Pociera kciukiem moją dłoń i wychodzi z sali. Ja w tym czasie okrywam się białą, szpitalną kołdrą i próbuję odpłynąć w głęboki, rozkoszujący sen.

***
Budzę się gwałtownie, spoglądam na zegarek i widzę, że dochodzi 3:00. Rozglądam się dookoła i widzę przy moim łóżku Justina. Zasnął na krześle, oparty głową o moje łóżko. O boże! On naprawdę to dla mnie robi?! Naprawdę został tutaj ze mną? Wstaję po cichu, by nie obudzić chłopaka, biorę telefon do ręki i wychodzę z sali. Nie wiem dlaczego, nie wiem po co, nie wiem gdzie. Po prostu wychodzę i idę przed siebie. Sala, na której się znajduję, jest ostatnia, na końcu ciemnego, bardzo długiego korytarza. Przed sobą nie widzę nic. Wyciągam z kieszeni spodni smartfona i włączam latarkę. Dopiero teraz mogę nieco przyjrzeć się temu miejscu. Ściany korytarzy są kremowe, na jednej ze ścian jest krzyż. Idę dalej..Z haczyka zwisa sznureczek, na którym przywieszony jest zeszyt. Zdejmuję go, siadam na podłodze i plecami opieram się o zimną ścianę. Pierwszy wpis:

 Wyspa piękna, lecz szpital niekoniecznie. Zbyt wiele się tu stało, bym mogła to miejsce mile wspominać..R.B

Drugi wpis:

Dużo tutaj przeżyłem, to miejsce utkwi mi w pamięci na długo..O ile będę w stanie wytrzymać to cierpienie..M.J

Trzeci wpis:

Co mogę napisać.. To miejsce nie jest tak złe, jak wszyscy piszą. Owszem, stało się tutaj wiele złego, ale to niczyja wina. Po prostu..Stało się. W.R

Czwarty wpis:
Dzień spokojny, lecz noc nie do opisania. Byłam przerażona. Gdy wychodziłam stąd, ulga była niesamowita. Dowiedziałam się trochę o tym miejscu i czuję, że lepiej było jak tego nie wiedziałam. Pewnie każdy, który czyta ten zeszyt, ma ochotę uciekać stąd w cholerę..Ale bez obaw. To miejsce się zmieniło.. 

Po przeczytaniu tych czterech wpisów, natychmiast zamykam zeszyt i zawieszam go z powrotem na haczyk. Siadam znów pod ścianą i nogi przysuwam bliżej klatki piersiowej. Co oznaczają te wpisy? O co tu chodzi? Przypomina mi tą jakąś scenę z horroru. Ale przecież to niemożliwe, ktoś musi robić sobie żarty! To piękne miejsce, wyspa cudowna. Dlaczego akurat ten szpital jest taki "straszny", wnioskując z przeczytanych wpisów..?? Nie wiem gdzie dokładnie leży szpital, ponieważ gdy mnie tutaj przywieźli, byłam nieprzytomna. Ale czy naprawdę to miejsce jest takie okropne? Jestem kompletnie zdezorientowana. Podnoszę wzrok i zamieram. Kilka kroków ode mnie stoi jakaś osoba. Wstaję szybko i powoli cofam się do tyłu.
-Nie bój się, nic ci nie zrobię.- Od razu uspokajam się, bo słyszę głos dziewczyny. Dziewczyna podchodzi do mnie i wystawia dłoń. -Jestem Sophie. -Mówi krótko i ściskam jej dłoń.
~Emy.- Sophie chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie w kierunku któregoś z pokoju. Domyślam się, że do jej pokoju. Zapala lampkę obok łóżka i teraz widzę prawie wszystko. Pokój ma sama, więc nie musimy się martwić, że obudzimy kogoś jasnym światłem, bądź naszymi rozmowami.
-Siadaj.- Klepie miejsce obok siebie na łóżku i wykonuję polecenie. -Co tutaj robisz?
~Wczoraj rano przywieźli mnie tutaj, zasłabłam rano w domku, na wyspie.-Mówię szeptem i spoglądam w jej szare tęczówki. ~A ty? Długo tutaj jesteś? -Dziewczyna momentalnie zmienia wyraz twarzy. Widzę, że jest przygnębiona jeszcze bardziej.
-Ja...jestem tutaj bardzo długo. Ale nie rozmawiajmy o mnie.- Och! Czyli mamy rozmawiać o mnie??
-Kiedy wychodzisz? ~W południe, jeśli wszystko będzie OK.-O kurde! A co jeśli Justin się obudził?!
~Przepraszam, muszę już iść. Nie chcę, by brat mnie opieprzył. Zapomniałam, że czuwa w mojej sali. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Miło było cię poznać, Sophie.-Niespodziewanie dziewczyna mocno mnie do siebie przytula. Obejmuję ją w pasie i trwamy tak dość długo. Odczepia się ode mnie i widzę, że łza spływa po jej policzku. Zrobiłam coś nie tak..?
~Hey, co się stało? Nie płacz.-Ocieram wpół wyschniętą łzę i wlepiam w nią swoje lekko zdezorientowane spojrzenie.
-Och, przepraszam..Nie przejmuj się mną. Idź już, nie chcę, byś miała kłopoty. I mam nadzieję, że do zobaczenia.-Przytrzymuję jeszcze chwilę jej dłoń i opuszczam jej pokój. Patrzę jeszcze tylko na numer sali "205" i kieruję się po cichu do mojego pokoju. Otwieram drzwi i na moje nieszczęście strasznie skrzypią! Cholera! Niestety, już po pierwszym kroku widzę jak Justin wstaje szybko z krzesła i mierzy mnie spojrzeniem. Nie dobrze..
-Em, gdzieś ty była?! Myślałem, że zwariuję! Już chciałem iść po pielęgniarkę! -Ups! Chyba się zdenerwował..
~Justin, uspokój się. Byłam tylko w..toalecie! -Wymyślam na poczekaniu. Rzecz jasna, nie miałam zamiaru spowiadać się ze wszystkiego. 
-To dlaczego mnie nie obudziłaś? Mogłem pójść z tobą..A co jeśli byś znów zasłabła, co??-Nie da za wygraną?!
Podchodzę do niego, staję na palcach i przybliżam swoją twarz do jego. Chwytam jego głowę w swoje dłonie i mówię prosto w jego twarz..
~Jestem cała i zdrowa. Szłam tylko siku, nie chciałam cię budzić, bo widziałam że jesteś zmęczony. Nawet jeśli źle bym się czuła, zadzwoniła bym do ciebie. Spokojnie, wszystko.jest.ok! -Widzę, że troszczy się o mnie, ale musi trochę wyluzować! -Przytulam się do niego, a on niemal od razu odwzajemnia gest. ~Chodź. –Łapię go za rękę i kieruję w stronę łóżka. Układam się na lewej stronie i klepię miejsce obok. Co prawda łóżko szpitalne nie jest zbyt duże, ale bez problemu pomieściliśmy się we dwoje. ~Dobranoc, Justin.
-Śpij dobrze, mała.



      *******************        
       Ba buum tss!! Witajcie w 9 rozdziale! Chyba fajnie mi wyszedł i za chwilę zaczynam
       pisać 10 rozdział! :D Do następnego! Poczta-opowiadania_fanfiction@o2.pl                                        Bohaterowie  
       Mój ask
       CZYTASZ=KOMENTUJESZ! :*
                                                                



niedziela, 3 stycznia 2016

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :)

Rozdział VIII
"You promise?"


***Oczami Emy***
Otwieram powoli oczy i czuję, że jestem całkowicie wyspana. Obracam głowę w prawą stronę i widzę śpiącego Justina. Jest obrócony w moją stronę i twarz ma wtuloną w poduszkę. Śpi tak słodko, że nie mam sumienia go budzić...Na razie. Wykopuję nogi z pod kołdry i staję na puszysty dywanik. Idę do łazienki, przemywam twarz chłodną wodą i schodzę na dół. W kuchni siedzi moja mama i Chris.
~Dzień dobry.- Witam się.
-Witaj kochanie.- Odpowiada moja mama i cmoka mnie w policzek.
CH: Witaj Emy. Jak się spało?- Pyta Chris i posyła zaraźliwy uśmiech.
Od razu przypomina mi się sen, z ubiegłej nocy. Tak strasznie jestem wdzięczna Justinowi, że mnie wtedy obudził. Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. Dziwi mnie również fakt, iż Chris i mama nic nie słyszeli. Niemal od razu potrząsam głową, by zbędne myśli wyleciały z mojej głowy i odpowiadam na wcześniej zadane mi pytanie..
~Bardzo dobrze. Łóżko jest tak wygodne!- Achh..
Wyciągam wszystkie potrzebne składniki do zrobienia naleśników i zabieram się za ich robienie. Po 15 minutach są gotowe. Układam kilka naleśników na dwa talerze, polewam gorącą czekoladą i układam banany oraz truskawki. Robię uśmiechniętą buźkę z bitej śmietany i dwie porcje niosę do mojego pokoju. Widząc, że Justin wciąż śpi, postanawiam zrobić mu psikusa. Biorę z łazienki miskę i lecę szybko na taras. Nachylam się i nabieram do miski wodę z morza. Wchodzę po cichu do pokoju i staję wraz z miską obok śpiącego Justina. Nagle zaczynam piszczeć i widzę jak Justin momentalnie przestraszony budzi się i chce wstać, w tym czasie ja wylewam na niego wodę morską. Widzę kompletne zdezorientowanie na jego twarzy i wybucham śmiechem.
J: Co jest, kurwa?!- Po jego reakcji znów wybucham niepochamowanym śmiechem i patrzę na niego.
~Dzień dobry, jak się spało?- Pytam ironicznie próbując pochamować śmiech.
J: Co ty wyprawiasz?!- Widzę, że robi się zły, więc przestaję się śmiać. Wstaje z łóżka i zmierza w moim kierunku. Ja z piskiem wybiegam z pokoju i biegiem puszczam się do kuchni, w której przebywają Chris z moją mamą.
~Mamo! Ratuuuj!!- Biegnę do niej i staję za jej krzesłem.
-Jezu, Em co się stało??- Widzę kompletne zdezorientowanie na jej twarzy. Po chwili do kuchni wpada mokry Justin. Patrzy na mnie wzrokiem "Nie daruję ci tego".
CH: Rany boskie! Justin, czemu ty taki mokry jesteś?
Justin spogląda na mnie, a ja siedzę na ziemi, obok stołu i zwijam się ze śmiechu.
J: Macie jeszcze coś do powiedzenia??- Mówi "poważnie" i podchodzi do mnie. Wstaję powoli i dopiero teraz zaczynam tego żałować. Justin chwyta mnie za nogi i przerzuca przez łamię. Krzyczę i błagam, jednocześnie śmiejąc się. Widzę, że kieruje się ze mną na taras. O nie!! Jest źle, baardzo źle! Bierze rozpęd i biegnie razem ze mną w kierunku schodków, prowadzących wprost do morza. Ja jedynie zdążam krzyknąć:
~Nie umiem pływać!- Ale już czuję, że jestem pod wodą. Czuję, że Justin trzyma mnie za rękę, lecz ja nic nie widzę. Macham rękami i nogami, krztusząc się wodą. Gdy brakuje mi sił, czuję że chłopak oplata moje biodra swoimi dłońmi i wypływamy na "ląd". Wychodzę szybko z wody i upadam. Kaszlę, bo nałykałam się sporej ilości wody. Łykam powietrze tak szybko, że nie zdążam nawet wypuścić poprzedniego. Justin śmieje się i podchodzi do mnie.
~Ty idioto! Ja nie umiem pływać! Zwariowałeś?! Mogłam się utopić!- Drę się na niego niemiłosiernie, ledwo nabierając w płuca powietrze. Ten tylko śmieje się jeszcze bardziej, co powoli wyprowadza mnie z równowagi.
J: Wyluzuj, Em. Cały czas cię trzymałem za rękę!- Patrzy na mnie zaskoczony i widzę, że śmiech nadal go nie opuszcza.
~Mam wyluzować? Jesteś głupi czy tylko udajesz?!- Aach! Ale mnie wkurzył! ~Wiesz ty co?? Zostaw mnie najlepiej w świętym spokoju!- Krzyczę i wychodzę z tarasu, kierując się do swojego pokoju. Wyciągam z szafki strój kąpielowy i idę do łazienki. Ściągam mokre ubrania i wchodzę pod prysznic. Wcieram w swoje ciało owocowy żel, a we włosy truskawkowy szampon. Zmywam z siebie pianę i wychodzę z kabiny. Wycieram się białym ręcznikiem i zakładam wybrane bikini. Wychodzę z łazienki, ponieważ zapomniałam zabrać ze sobą ubrań. W pokoju przebieram się. Zjadam wcześniej przygotowane śniadanie, a drugą porcję zanoszę do kuchni. Wchodzę na tratwę i słyszę jak ktoś woła moje imię. To Justin. Zatrzymuję się i odwracam. Podchodzi do mnie.
J:Nie wiedziałem, że nie umiesz pływać. Głupio wyszło. Przepraszam- Mówi, a w jego głosie wyczuwam skruchę.
~Dlatego wcześniej pomyśl dwa razy, za i przeciw. A puki co..wybaczam ci.- Odpowiadam i widzę, że cieszy go moja odpowiedź. Przytula mnie lekko i już chcę odejść, lecz zatrzymuje mnie głos mojej mamy:
-Emy, dokąd idziesz?- Nawet nie mogę nigdzie sama wyjść..
~Przejść się.- Odpowiadam i już chcę się odwrócić..
-To poczekaj, zbierzemy się i pójdziemy wszyscy razem.- Posyła uśmiech, a ja wracam się z grymasem wymalowanym na twarzy. Jeśli miałabym ochotę na ich towarzystwo, to bym ich chyba zapytała czy nie mają ochoty się wybrać ze mną..Tak?!
Po dwudziestu minutach wychodzimy z chatki i kilka minut później znajdujemy odpowiednie miejsce na plaży. Siedzimy kolejno: Justin, Ja, mama, Chris. Wyciągam z torby krem przeciwsłoneczny i chcę spytać mojej mamy czy posmaruje mi plecy, lecz widzę że jej smaruje teraz Chris. Odwracam się więc w stronę Justina.
~Będziesz tak uprzejmy?- Wskazuję na tubkę z kremem po czym od razu ją ode mnie zabiera.
J: Pewnie.- Mruga, a ja kładę się na brzuch.

***Oczami Justina***
Emy kładzie się na brzuch, a ja wylewam na jej plecy znaczną część kremu przeciwsłonecznego. Zaczynam rozsmarowywać go w jej plecy i ramiona. Czuję jak pod moim dotykiem lekko spręża mięśnie, lecz po chwili znów je rozluźnia. Wmasowuję krem i czuję na sobie wzrok mojego taty. Rzucam mu jedynie ulotne spojrzenie i uśmiech, po czym skupiam się na poprzedniej czynności. Muszę przyznać, że Em ma bardzo ładne ciało i kobiece kształty. Oczywiście Em jest tylko moją przyjaciółką i nie zamierzam niczego zmieniać. Tamte dwa "razy" nic nie zmieniły między nami, co bardzo mnie cieszy. Nie chcę by Em czuła się przy mnie nieswojo, ponieważ nie ma ku temu żadnych powodów.
CH: Justin, idziemy się chwilę pomoczyć?? Strasznie gorąco.- Pyta mój tata, a ja od razu kiwam głową na "tak". Wchodzę do morza i czuję, że jest niesamowicie chłodne. Wchodzę głębiej i głębiej, aż znikam pod wodą. Pływam tak już od jakiegoś czasu i wpadam na pomysł. Wychodzę z wody i kieruję się w stronę Jessie i Em. Mój tato wciąż pływa. Podchodzę i lekko chlapię Em, a ona od razu odskakuje ściągając okulary słoneczne.
-Nie bój się, to tylko woda.- Śmieję się i i podchodzę do niej.
~Tak, ale zimna.- Brr, śmieję się z niej.
-Chodź ze mną. Orzeźwisz się trochę..- Mówię i podaję dłoń. Ona jedynie się odsuwa.
~Żebyś mnie utopił??!- Prycha.
-Będę cię trzymał, przysięgam. Nic ci się nie stanie..- Zapewniam ją i pod chwili widzę, że wstaje. Łapie mnie za rękę i pyta..
~Obiecujesz??
-Obiecuję.- Zapewniam ją i ruszamy trzymając się za ręce. Założę się, że każdy który widziałby nas w takiej sytuacji, pomyślałby że jesteśmy parą. Prycham w myślach. Przy wejściu do wody łapię jedną ręką pod zgięciem jej kolan, a drugą przenoszę na jej plecy. Trzymając ją na rękach, wchodzimy do morza.

***Oczami Emy***
Justin trzyma mnie na rękach i wchodzimy do morza. Idziemy i idziemy..Justin wodę ma najpierw do kostek, kolan, ud i do pasa. Wzdrygam się lekko i mówię.
~Już starczy, dalej nie trzeba- Zapewniam, lecz ten idzie dalej z uśmiechem na twarzy. Zatrzymuje się gdy woda sięga mu klatki piersiowej.
~C-co ty robisz?- Pytam przestraszona, czując że chce mnie postawić.
J: Zaufaj mi.- Mówi i stawia mnie na piasku. Ja oczywiście nie puszczam go, tylko mocniej zaciskam dłonie na jego ramionach. Woda sięga mi nad piersi, prawie pod szyję, a Justinowi (że jest wyższy) do klatki piersiowej, nieco niżej niż mi. Stoimy tak w bezruchu, patrząc sobie w oczy i nagle słyszymy głosy..

***Oczami Jessie (mamy Emy) ***
Siedzę i patrzę na Em i Justina. Uśmiecham się, bo widzę że świetnie się razem bawią i dogadują. Owszem, czasem mam myśli, iż może zauroczyli się sobą, ale od razu potrząsam głową. To niemożliwe, są jak rodzeństwo i bardzo mnie to cieszy. Szczerze mówiąc od początku mojego związku z Chrisem, obawiałam się że Emy może nie dogadać się z Justinem, a tu taka miła niespodzianka. Razem z Chrisem postanawiamy iść po koktajle do pobliskiego baru plażowego, dlatego wcześniej informuję o tym dzieci.
-Em! Justin! Idziemy po koktajle, za chwilę wracamy!- Krzyczę, by usłyszeli mój głos, ponieważ są bardzo daleko od brzegu.
~Okey!- Niemal od razu słyszę odpowiedź i ruszamy wraz z Chrisem do kawiarenki.

***Oczami Emy***
I jak? Nie jest chyba tak źle, co?- Uśmiecha się i onieśmiela mnie tym nieco.
~Chyba nie.- Przeplatam ręce na, a raczej za jego szyją, a nogi owijam wokół jego bioder. Patrzymy sobie w oczy i widzę w jego iskierki. Tak śliczne..I znowu to uczucie. Takie jak pod klubem i u Calvina. Ale co to za uczucie?? Ukłucie w dole brzucha i przy okazji wielka przyjemność. Czy to tak zwane "motylki" ?? O nie, nie nie nie! Nie mogę się w nim zakochać! To nie może tak być! Wtedy, nic nie będzie jak dawniej..Owszem, zawsze uznawałam Justina za bardzo przystojnego chłopaka, a raczej już młodego mężczyznę i zawsze przy nim zawstydzałam się, ale to nie może się tak skończyć...Czy to uczucie towarzyszyło mi przy ostanim pocałunku? Czy wtedy pocałowałam go pod naciskiem tych emocji, które teraz mi towarzyszą? Jeśli tak, myszę jak najszybciej przestać o tym myśleć i zrobić wszystko, co w mojej mocy byśmy nigdy nie byli razem. Nie chcę tego, i jestem pewna, że on również.
~Wychodź już.- Mówię szybko i tak też robi.
Siadamy na kocu i rozmawiamy. Po chwili wracają nasi rodzice, niezwykle roześmiani. 
Cały dzień spędzamy na plaży. O osiemnastej wracamy do domu, a ja kładę się spać. Jestem strasznie zmęczona. Słońce odebrało mi resztę sił i po chwili zasypiam. 

*** 3 godz. później ***
Budzę się z okropnym bólem głowy. Przykładam prawą dłoń do czoła i powoli wstaję z łóżka. Kieruję się do kuchni po jakieś środki przeciwbólowe. Szukam i szukam, ale nic nie znajduję. Ból nasila się. Siadam na krześle, nie mając w ogóle siły na dojście do pokoju. W domu panuje cisza, co mnie dziwi i jednocześnie martwi. Dzwonię do mamy..nie odbiera. Dzwonię do Justina..nie odbiera. Siedzę na krześle i czuję jak robią mi się mroczki przed oczami. Próbuję wstać po szklankę z wodą, jednak moje nogi miękną i od razu ląduję na ziemi. Leżę tak kilka minut i nagle słyszę jak do domku ktoś wchodzi. To chyba moja "rodzinka". Leżę i po chwili słyszę jak Justin wchodzi do kuchni, lecz ja tracę przytomność.

***Oczami Justina***
Wchodzimy z tatą i mamą Em do domu i odkładam zakupy na stole. Wchodzę do kuchni i zamieram. Widzę Em, tą małą kruszynkę leżącą na ziemi. Podbiegam do niej szybko i klękam przed nią. Klepię ją po policzku, by obudziła się i krzyczę do niej, ale ona ani nie drgie. Serce podchodzi mi do gardła. Od razu wybieram numer na pogotowie i wyjaśniam wszystko po kolei, co i jak. Oni mówią mi co mam robić i po podaniu adresu, każą czekać kilka minut. Podnoszę ją i zanoszę na sofę. Wstaję, namaczam ścierkę i kładę ją na czoło Em. Po chwili w pokoju zjawiają się mój tata i Jessie. Wystraszeni podbiegają do sofy i pytają co się stało. Wyjaśniam wszystko i słyszę odgłosy karetki. Do domu wpadają lekarze i układają Em na noszach. I już ich nie ma. 
-Jadę do szpitala.- Mówię i rzucam się biegiem w strony wyjścia z chatki. Słyszę jeszcze tylko mojego tatę..
CH: Justin, ale przecież nie mamy tutaj auta!- Odwracam się. -Za rogiem jest wypożyczalnia motorów.- Odpowiadam pośpieszne. 
J: Bierzemy taxówkę i za niedługo będziemy w szpitalu, informuj nas o wszystkim.- Wybiegam i chwilę później jestem pod wypożyczalnią motorów. Wybieram szybko, płacę i z głośnym piskiem opon, odjeżdżam. Mknę przed siebie, nie zatrzymując się na światłach. Pytania rozrywają mnie od środka i strasznie boję się o Em. Pod niedużym szpitalem parkuję i wbiegam do jego wnętrza, w poszukiwaniu lekarza. 
-Witam, przed chwilą przywieźli Emy Brays. Można wiedzieć co z nią?- Pytam spokojnie, choć w środku cały się trzęsę. 
-Witam. Ma teraz robione podstawowe badania.. Jest pan kimś z rodziny?- Pyta poprawiając okulary na nosie.
-Tak, jej bratem. Będę mógł ją odwiedzić?
-Tak, tylko na chwilę, ponieważ pacjentka jest bardzo osłabiona. Za niedługo powinny skończyć się badania. Proszę poczekać pod salą 213, na końcu korytarza, na lewo.
Dziękuję lekarzowi i udaję się w wyznaczone miejsce. Słyszę, że ktoś biegnie w moją stronę. Podnoszę wzrok i widzę, że to nasi rodzice. Wcześniej rozmawiali z  lekarzem i również dowiedzieli się tyle co ja. Po piętnastu minutach przywożą Em na szpitalnym łóżku. Powalają mi wejść na salę, jednak sam, bez rodziców. Gdy widzę ją taką słabą, bezsilną i z ledwo otwartymi oczami, coś łamie mnie w środku. W końcu odzywam się do niej..

********************
Witam witaam!! Przybywam z ósmym rozdziałem! Mam nadzieję, że się podoba,
i szczerze mówiąc im dalej dochodzimy, tym lepiej pisze mi się kolejne rozdziały.
Kolejny postaram się dodać na przełomie środy/czwartku/piątku. Do następnego!
Ask.
Poczta- opowiadania_fanfiction@o2.pl







poniedziałek, 28 grudnia 2015

Przeczytaj notkę pod rozdziałem! :))

Rozdział VII

"He has a girlfriend?"

Po rozpakowaniu się schodzę na dół do salonu, gdzie wszyscy już siedzą na kanapie i oglądają TV. Siadam wygodnie na fotelu i zaczynam przeglądać swojego Iphona, na którym znajduje się kilka wiadomości od Dove i Megan.
CH: Chcecie iść zjeść do restauracji czy kupimy kilka składników i zrobimy kolację sami??- Pyta Chris spoglądając na nas.
~Do restauracji, a jutro ja z Justinem wykażemy się talentem kulinarnym.- Posyłam zadziorny uśmieszek w stronę Justina, a ten tylko kiwa głową w geście "Serio??".
-Oj mała, ty i tak mi nigdy nie dorównasz. Tylko się zmęczysz.- Odgryza mi się. Świetnie się przy tym bawimy.
~Już nie mogę się doczekać jutra, aż skopie ci tyłek samym deserem!- Wystawiam w jego kierunku język.
J: To się jeszcze ukaże.- Zagryza policzek od środka i rozchodzimy się do swoich pokojów.
Mój pokój jest prześliczny. Leżę na łóżku dobre półtora godziny i nagle mam ochotę przejść się zwiedzić wyspę. Przebieram się w komplecik spodenki+bluzka i podchodzę do drzwi pokoju Justina. Lekko pukam do drzwi i niemal od razu słyszę "proszę".
~Idę pozwiedzać wyspę, idziesz ze mną?- Pytam i uśmiecham się.
J: Jasne, daj mi chwilkę.- Wychodzę z pokoju szatyna.
Po niecałych 5 minutach jest już przy mnie, ubrany w krótkie niebieskie spodenki do kolan i białą bluzkę z palmą na środku. Na głowie oczywiście nie obyło się bez czapki z daszkiem, założonej tyłem na przód. Wychodzimy z domku o 20. Jest lato, więc będzie robić się ciemno dość późnym wieczorem. Przechodzimy przez dość długą tratwę i już czujemy gładziutki, jak mąka piasek pod nogami. Po kilku chwilach docieramy do małej kawiarenki, gdzie zamawiamy drinki. Dzisiaj się skusiłam, ponieważ jestem na wakacjach, a poza tym jest strasznie gorąco! Pijąc drinka rozmawiamy i śmiejemy się z byle rzeczy. Po wypiciu całej zawartości szklanki, idziemy w kierunku sklepików z ubraniami. Od razu w oko wpada mi białe bikini.
J: Podoba ci się?- Pyta i uśmiecha się w moim kierunku.
~Bardzo. Może pójdę przymierzyć?-
J: Pewnie, leć. Ja tu poczekam.- Szukam swój rozmiar i lecę jak poparzona do przymierzalni. Po chwili wychodzę już w swoich ubraniach i podchodzę do kasy. Właśnie wyciągam portfel i chcę płacić, ale obok mnie staje Justin i wręcza pani kasjerce potrzebny do zapłacenia banknot. Sprzedawczyni uśmiecha się widząc to i wkłada strój kąpielowy do woreczka. Dziękujemy i wychodzimy ze sklepu.
~ Justin, co to było?- Pytam robiąc minę w stylu "zwariowałeś"?
J: Taki mały prezent. Podoba się?- Uśmiecha się przebiegle.
~Tak, podoba się, ale..- Nawet nie zdążyłam dokończyć ale KTOŚ mi przerwał.
J: Żadnego "ale". Cieszę się, że ci się podoba. Idziemy?- Uśmiecham się i całuję szatyna w policzek. Idziemy powoli do sklepu z pamiątkami. Po dotarciu na miejsce słyszę jak dzwoni mój telefon, więc natychmiast odbieram.
~Zaraz wracam.-Mówię i odchodzę kawałek.
-Hey Em! Jak tam??
~Hey Dove, niesamowicie! Zgadnij gdzie Chris zabrał nas na wakacje!- Mówię podekscytowana.
-No dawaj!- Słyszę w jej głosie, że jest bardzo ciekawa.
~Na Malediwy, rozumiesz ty to?!- Obie piszczymy z radości.
-Ale super, zazdroszczę! Co teraz robisz??
~Teraz z Justinem zwiedzamy wyspę.
-Z Justinem??- Chrząka "podejrzliwie".
~Och, dałabyś spokój! Justin to mój przyjaciel!- Tłumaczę się, choć wiem, że i tak mi nie uwierzy.
-Załóżmy, że ci wierzę..Okey to ja ci nie przeszkadzam. Dzwoń i pisz. Udanych wakacji kochanie.
~Dziękuję, Paa.- Cmokam w słuchawkę i rozłączam się.
J: Idziemy??- Uśmiecha się.
~Tak, chodź.-Odpowiadam i ruszamy w stronę plaży.
Jest godzina 21:30. Siadamy na piasku i wygłupiamy się jak małe dzieci, lecz po chwili przerywam zabawę. Muszę z nim szczerze porozmawiać..
~Justin, musimy pogadać.- Zaczynam niepewnie.
-O czym?- Jest nieco zaskoczony, ale uśmiecha się promiennie.
~O incydencie na imprezie.- Spoglądam na niego ukradkiem i widzę jak momentalnie z jego ust schodzi uśmiech.
-Och, no tak.- Oboje nie umiemy mówić dalej, trudna jest nie tylko dla mnie ta sytuacja, ale i również dla niego.
~Przepraszam cię za tą moją nachalność. Nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło, już drugi raz. Nie wiem dlaczego cię pocałowałam...Wybaczysz mi?- Powoli podnoszę głowę ku górze i widzę jak szatyn na mnie spogląda, a na jego usta wkracza uśmiech, co mnie bardzo cieszy.
~No pewnie mała, nic się nie stało. Ja też nie wiem co się ze mną stało. Ale jeśli to sobie już wyjaśniliśmy, to teraz moja kolej..- Bierze głęboki wdech i ..-Naprawdę się mnie boisz?
Od razu ściska mnie coś w brzuchu. Co mam mu powiedzieć? Prawdę? Nie chcę go zranić, bo wiem że żałuje tego co zrobił.
~Czy jeśli bałabym się ciebie, to siedziałabym z tobą tutaj, teraz, w tym momencie? Chcesz żebym była szczera??
J: Tak, chcę wiedzieć wszystko, chcę abyś przy mnie czuła się bezpiecznie.- Mówi i widzę jak jego oczy przepięknie błyszczą się w słońcu.
Biorę głęboki wdech- Po twoim wybuchu w samochodzie, tuż po walce trochę się ciebie wystraszyłam, ale już jest wszystko OK.- Kończę i widzę jak się spina, nawet nie rozumiem dlaczego.
J: Nie Emy, nic nie jest OK, naprawdę tego nie chciałem, ale zdenerwowałaś mnie i...-Tutaj zamyka oczy i czuję, że myśli nad czymś.
~Nie wracajmy do tego, proszę.- Odpowiadam cicho i kładę swoją dłoń na jego. On tylko otwiera oczy i spogląda na mnie jakby zupełnie nie spodziewał się mojej reakcji.
~Przytulisz mnie?-Pytam, a ten lekko się śmieje pod nosem i rozkłada ręce do uścisku.

***Oczami Justina***
Em podchodzi do mnie i zawiesza ręce na mojej szyi. Ja oplatam rękoma jej wąską talię i chowam twarz w zagłębieniu jej szyi, napawając się przy tym pięknym zapachem jej perfum. Po chwili puszcza mnie i mówi po cichu:
~Od razu lepiej.- Lekko prycham i przekładam rękę przez jej ramię, kierując się w stronę domku. Po 20 minutach jesteśmy na miejscu.

***Oczami Emy***
-Gdzie byliście?- Już w progu "zaatakowała" nas moja mama z promiennym uśmiechem na twarzy.
~Poszliśmy pozwiedzać wyspę.- Odpowiadam i podchodzę do lodówki po sok pomarańczowy, który od razu nalewam do czterech szklanek, wrzucam do nich 3 kostki lodu i na tacy niosę do gościnnego pokoju.
CH: O jezu, Em! Ratujesz nam życie- Wzdycha Chris.
~Och, ależ nie ma za co..- Prycham cicho pod nosem i kładę tacę na drewniany stolik.
Siadam na fotel i biorę szklankę z zimnym napojem do ręki, upijając łyk. Momentalnie w moje żyły uderza cudowne uczucie orzeźwienia. 
-Może pójdziemy do jacuzzi, na taras? Na dworze zrobiło się już nieco chłodniej, więc nas nie sparzy.- Pyta mama.
-Dobry pomysł.- Odpowiadamy w tym samym momencie, przez co wszyscy wybuchają śmiechem.
Każdy idzie do swojego pokoju i przebiera się. Zakładam białe bikini i wychodzę z pokoju, kierując się na taras. Obok jacuzzi, na leżakach leży moja mama i Chris. Justina jeszcze nie ma.
-Śliczne bikini kochanie.- Mówi zdejmując okulary słoneczne, choć i tak nie świeci słońce. Cała mama..
CH: To prawda, jest śliczne, nowe?- Pyta Chris.
~ Dziękuję i tak, nowe. Dostałam w prezencie.- Uśmiecham się i słyszę jak ktoś wchodzi na taras. Justin.
-Od..?- Pytał zaciekawiona rodzicielka.
~ Od niego.- Wskazuję palcem na szatyna, po czym ten lekko się uśmiecha.
J: Widze, że dobrze leży.- Zjeżdża wzrokiem od stóp do głowy i oblizuje delikatnie koniuszkiem języka, wargi. Zawsze tak robi gdy coś mu się podoba. Bynajmniej mam pewność, że nie kłamie.
~ Zgadza się. Wchodzimy do jacuzzi?- Pytam szybko, czując że na moje policzki wkrada się rumieniec. Mama z Chrisem wchodzą do jacuzzi, natomiast ja dopiero odrywam stopy od ziemi i ruszam w ich kierunku. Justin przechodząc obok mnie szepta mi do ucha "rumienisz się, mała" i z uśmiechem na twarzy wchodzi do siedzących w jacuzzi już mamy i Chrisa. Wchodząc do wody Justin podaje mi rękę i pomaga wejść po schodkach, bym nie poślizgnęła się. W jacuzzi siedzimy już od dobrych prawie 2 godzin. Nagle nasze rozmowy przerywa dzwonek z telefonu Justina. Wychodzi z wody i podchodzi do stolika Wyciera dłonie ręcznikiem, bierze iphona do ręki i przeczytawszy nazwę kontaktu wychodzi z tarasu do chatki. Nie ukrywam, że trochę mnie to ździwiło. Niestety..Ciekawość przejęła nademną kontrolę i kazała iść podsłuchać rozmowę. Wychodzę z jacuzzi i pod pretekstem pójścia do toalety po cichu, z ręcznikiem owiniętym w talii, wchodzę do domku. Justin znajduje się w wolnym pokoju, obok kuchni i na dodatek nie ma zamkniętych drzwi, co upraszcza moje zadanie. Wchodzę na paluszkach do kuchni i "nalewam soku". Słyszę kawałek jego rozmowy.
-Tak, wiem kochanie ale wiesz, że mam dużo pracy. Obiecuję. Oczywiście, że cię kocham. Za miesiąc. Niestety nie mogę szybciej przyjechać, plany się pozmieniały i nie mogę nic zrobić. Nie gniewaj się myszko.-  Jestem w kompletnym szoku. JUSTIN MA DZIEWCZYNĘ?! Jak to? Dlaczego mi o tym nie powiedział? Boli mnie to, że całował się ze mną 2 RAZY, a tak naprawdę ma dziewczynę i beszczelnie ją okłamuje! Nie mogę uwierzyć, w to co właśnie słyszałam. Nagle słyszę 
-Jutro zadzwonię, pa.- Rozłącza się, a ja w tym czasie szybko maszeruję w kierunku tarasu. Jest kilka minut po północy. Nie mając już na nic ochoty żegnam się z wszystkimi i idę w kierunku swojego pokoju, lecz zamyślona wpadam na Justina i gdyby nie jego dłonie, które szybko oplotły mnie w pasie, upadłabym. 
~ Sorki, zamyśliłam się.- Mówię lekko speszona.
J: Właśnie zauważyłem, nad czym tak rozmyślasz?- Och, serio chcesz wiedzieć?!
~O niczym ważnym, idę się położyć. Dobranoc.- Odpowiadam i idę do swojego pokoju.
J: Dobranoc, mała.- Puszcza mi oczko i idzie na taras.
Wchodzę do swojego pokoju i wyjmuję z szafy piżamę. Biorę szybki prysznic i ubrana wychodzę z łazienki. Kładę się spać i po kilku chwilach odpływam w głęboki sen.

*** Mój sen***
Biegnę przed siebie i potykam się o pojedyncze, małe kamyki. Wbiegam do ciemej uliczki, jednak nici z mojej ucieczki. Po chwili czuję jak moje plecy stykają się z zimną, betonową ścianą, a nadgarstki mam przyciśnięte po bokach mojej głowy. Zakapturzona postać śmieje się przebiegle i przygryzając płatek mojego ucha szepcze: Teraz jesteś moja, nie martw się, będzie nam razem dobrze. Płaczę, a wręcz szlocham, lecz nic to nie daje. Chłopak/mężczyzna ociera moje łzy z policzków i zaczyna odpinać moją bluzę. Ściąga mi ją i później wkłada zimne dłonie pod moją bluzkę. Błądzi dłońmi po moim brzuchu i dociera do piersi. Zdejmuje ze mnie biustonosz i ugniata moje piersi w swoich dużych dłoniach. Po tym wybucham jeszcze głośniejszym szlochem i wiem, że nie mam z nim żadnych szans. Mężczyzna zdejmuje ze mnie spodnie i rzuca je w kąt ciemnej uliczki. Zostaję tylko w samych koronkowych majtkach i bluzce. Momentalnie wpija się moje usta, a ja próbuję się wyrwać z uchwytu oprawcy. Mężczyzna denerwuje się, a wręcz się wkurza i uderza mnie z pięści w twarz, przez co upadam na zimną ziemię. Schyla się nademną i znów SZEPCZE "Kochanie, chcesz by bolało mocniej? Wiem, że nie dlatego bądź grzeczna, mówiłem ci, że będzie nam dobrze." Nagle rozrywa moje majtki, krzyczę i błagam by przestał, ale nic. Płaczę jak opętana i nagle..Budzę się.
Przed sobą widzę Justina. Siedzi naprzeciwko mnie na moim łóżku i widać, że jest aż przerażony. Dotykam policzki i czuję na nich łzy. Musiałam płakać przez sen. Czuję, że się cała trzęsę. 
J: Jezu, Em. Jak dobrze że się już obudziłaś. Płakałaś, krzyczałaś i prosiłaś by "tego nie robił". Co ci się śniło??- Nie wytrzymuję i wtulam się w niego. Szlocham i nie mogę się opanować. 
~Dziękuję, że mnie obudziłeś, to było okropne.- Zdołałam wydukać.
J: Ciii, już dobrze. Nic ci się nie stanie.

***Oczami Justina***
Budzą mnie dziwne krzyki i płacz. Wstaję pośpiesznie i wychodzę ze swojego pokoju. Słyszę, że odgłosy dobiegają z pokoju Em, dlatego wbiegam do jej pokoju, bez pukania i widzę, że śpi. Podbiegam do łóżka i siadam na nim. Próbuję ją obudzić, ale nic z tego. Nie daję rady. Kompletnie nie wiem co mam robić. Martwię się o nią, krzyczy i błaga o pomoc. Po kilku minutach wreszcie udaje mi się ją obudzić. Momentalnie podnosi się do pozycji siedzącej i widzę, że cała się trzęsie. Wystraszony pytam co jej się śniło, lecz ona od razu wtula się we mnie. Głaszczę ją po plecach i próbuję uspokoić. Niedługo i udaje mi się. Od razu czuję ogromną ulgę. 
J: Może zostać z tobą do rana? W razie czego jestem pod ręką.-  Składam propozycję próbując rozluźnić atmosferę.
~To świetny pomysł. Wskakuj.- Podnosi kołdrę do góry i po chwili leżę przy niej. Em zasypia "na swojej połowie" a ja "na swojej".



***********************
No hey hey! Przybywam z VII rozdziałem!! Mam nadzieję, że
podoba wam się, bo mi bardzo. Wydaje mi się, że ten rozdział 
wyszedł jako jedyny najdłuższy, co mnie cieszy. Do zobaczenia! 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
          "Sabinkaa"